[ Pobierz całość w formacie PDF ]

zieloną opuchlizną z krwawiącą szparą oka w centrum - i nie sądzę by było jakiekolwiek  dalej .
To są bestie w ludzkiej skórze. Oni zabili Zinklera, wiesz?
- Tylko jego? - Max zdążył się nasłuchać różności od innych więzniów - tu był pucz za
puczem i czystka za czystkÄ….
- Była i jest nadal - Vivien dosiadła się z boku - ale to są szaleńcy. Oni byli mili tylko dwa
dni. Dokładnie do czasu kiedy w imieniu Getra Systems Inc., podpisałam z nimi umowę na
dostawy broni, oraz jakiÅ› tam maszyn, do ruletki, czy coÅ› w tym stylu... dziwne... och! Max!
Nie uwierzysz, ale w tej samej sekundzie gdy odłożyłam swój personalny koder, zostałam
uderzona i byłam maltretowana następne dwadzieścia cztery godziny.
- Pośrednik zrobił swoje, pośrednik może odejść ... w zaświaty - zakpił Max - ...teraz wiesz
dlaczego gardzę tymi szakalami. Chociaż, czekaj, coś ty powiedziała? Ruletka?
- Wybacz - Vivien przytuliła się do jego ramienia - to był błąd. Ja nie powinnam była
słuchać się Skinner, ale ciebie. Miałeś rację. Zamachowcy zawsze powinni ukrywać się w
cieniu... aaa... ruletka życia. Tak. Gentra Systems Inc., specjalizuje się w maszynach do hazardu i
video gamblingu. Dziwne, przedziwne, tu wojna, tam ruletka. Oh! Max! Tak mi przykro i głupio.
Wybacz. To wszystko moja wina!
- Nie - Max wzruszył ramionami - nie, to nie jest twoja wina ale moja wina. Mea Culpa.
Kretyn uwierzył krowie... shit! Masz ładne odciski butów na mleczarni. Skopali cię po orderach,
co?
- Aaaa... uuuu... ja się boję - Vivien zaczęła płakać. Bardzo cicho i w jego zagięcie ramienia,
opierając czoło o brudną koszulę - ja nie chcę umrzeć... eee... ja nie chcę być bita i kopana...
eeee....
- Kto chce? - jeden z więzniów, były sanitariusz zaoferował się z pomocą.
- Wez kobieto okłady na twarz. To oko wymaga przemycia. I rozmasuj silnie piersi,
zakrzepy powodujÄ… guzy, a te prowadzÄ… do...
- Nie dotykaj mnie! - rozdarła się Vivien, silnie odtrącając badające ją dłonie, cała nagle
rozbeczana i histerycznie roztrzęsiona na dobre - nie dotykaj mnie! Ty kolorowa małpo!
- Słyszałeś - Max łypnął ponuro na niewinnego i drobnego mulata.
- Słyszałem aż za dobrze - sanitariusz wycofał się w drugi koniec celi, do grona swoich,
mrucząc coś pod nosem o białych demonach.
- Tak jak by kolor skóry coś dzisiaj znaczył - westchnął Max, tuląc szlochającą Vivien -
...well, moja droga. Masz teraz nauczkę by zawsze oceniać ludzi nie po ubiorze ale po tym co
mają w sercu. Jebana Skinner nie powiedziała nam prawdy. A ten basen ma drugie dno, o którym
nic nie wiemy... jeszcze. Ale się dowiemy, gwarantowane jak wkłady w Galactic Bank Mart.
Głupia uwaga nic nie zmieniająca w ich obecnym położeniu, ale dla sponiewieranej
adwokatki to był znak, że być może, jej wątła nić życia nie zostanie przecięta tutaj, teraz, zaraz
lub może jutro.
- Masz jakiÅ› plan, Max?
- Urżnąć łeb tej suchej pizdzie - odparł, nie wskazując o kogo chodzi, bowiem to było
oczywiste.
- Ale jak my się wydostaniemy z tego piekła? - Vivien dotknęła spuchniętej części twarzy i
mimowolnie rozmazała krwawe łzy.
- Jakoś... - Max wstał i taksująco popatrzył na metalowe konstrukcje piętrowych łóżek -
...niech pomyślę.
***
Następnego dnia wyprowadzono ich przez okratowaną bramę do równie okratowanego
wszędołaza i wywieziono na południe.
- Jest zle - denerwowali się współ więzniowie - front jest na północy. Na południu są obozy
pracy. Umrzemy w kopani lub przy maszynie. Jest bardzo zle.
- To uciekajmy - zaproponował Max, szczerząc się wesoło.
- Stąd? - tamci będąc wcześniej świadkami demontażu połowy łóżek i przedziwnych
manipulacji z drutami i podartymi na paski materacami wiedzieli, że ten białas szykuje się do
walki, lecz będąc zamkniętymi w stalowym pudle transportera nie rozumieli nic i nie chwytali
znaczenia tych wszystkich przemyconych fragmentów ich posłań.
- Stąd nie można uciec...
- Nawet łatwiej niż z pierdla - burknął Max, szybko składając w jedną całość metalową,
teleskopową tyczkę zakończoną drucianą pętlą - wy chłopaki to wiecie jak się poluje na żyrafy?
Z równym powodzeniem mógł ich spytać jak się poluje na duchy. Większa zwierzyna
dawno temu przeszła do podręczników historii.
- No tak, nie wiecie. Gorzej bo ja też tylko z opisu - stając na palcach i wsuwając tyczkę
między górne kraty wietrznika, Max zrobił coś dziwnego, plując na szczęście, czy dla odpędzenia
uroku, na samą drucianą pętlę - no dobra, jeden w koniec budy i podglądać gdzie jest antena. Ja
muszę zaczepić o antenę.
- Na wprost. Idzie dobrze. Na wprost, niżej, niżej ... - typek kierujący zaczepianiem potaknął
i klasnął, gdy druciane oko natrafiło na owalny półksiężyc mikrofalowego emitera - ...jest!
Siedzi!
- I one też - mruknął Max porzucając tyczkę i szybko podchodząc do tylnych drzwi jako
jedyne mających magnetyczny zewnętrzny zamek - ...dobra, uwaga. Jak tylko się otworzą,
skakać. Nie martwcie się o strażników. Oni będą mieć sami swoje kłopoty, okay?
Odpowiedzią było milczenie.
Bo w sumie, co można odpowiedzieć, kiedy...
Klik!
Magnetyczny zamek odskoczył i drzwi odjechały na boki. [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • marucha.opx.pl