[ Pobierz całość w formacie PDF ]
dorzucił świeżą kłodę, która natychmiast zajęła się jasnym
płomieniem.
Nicole wstrzymała oddech, widząc nagle rozjaśniony zarys
jego ciała. Miał na sobie ciemne spodnie, ale zapewne wciągnął
je pośpiesznie, tuż po przebudzeniu, bo wisiały zupełnie luzno
na wąskich biodrach. Plecy i ramiona jaśniały w blasku ognia.
Odwrócił się i stał przez chwilę tyłem do ognia, patrząc na nią
z góry. Wtedy zdała sobie sprawę, że również jej strój nie był
kompletny. W ciągu dnia nosiła koszule Dirka, więc za nocną
koszulę służyła jej długa, jedwabna bluzka, w której przybyła.
Długie, ciemne włosy zakrywały tylko ramiona i jędrne,
zgrabne ciało przeświecało przez cienki materiał. Czuła, jak jej
oddech wzmaga się pod przeciągłym spojrzeniem Dirka.
Wrócił do kanapy i usiadł tuż przy Nicole. Zamyślony
wpatrywał się przez chwilę w ogień, potem nagle odwrócił się.
Kiedy się odezwał, głos miał niski i przepełniony tłumionym
uczuciem.
- To na pewno nie jest dobry pomysł, Nicole.
- To nie jest żaden pomysł - odpowiedziała spokojnie. -
Zdarzyło się to zupełnie przypadkowo i nie zostało przez nas
zaplanowane.
- Jestem tylko mężczyzną - rzekł napiętym głosem. -
Niekoniecznie słabym w stosunku do kobiet, ale i moja
wytrzymałość ma jakieś granice.
- W porządku, ostrzegłeś mnie. Nie jestem jednak dzieckiem,
lecz dwudziestopięcioletnią, dojrzałą kobietą.
- Tak, masz racjÄ™. Ale pomimo tej twojej, godnej
pozazdroszczenia dojrzałości", mam wyrazne przeczucie, że
nie jesteś tak doświadczona, na jaką chciałabyś wyglądać.
- Jeżeli uważasz, że nie mam zwyczaju wskakiwać z
mężczyzną do łóżka na pierwszej randce, to masz rację. Muszę
RS
55
najpierw coś do niego poczuć, zanim między nami dojdzie do...
no, do fizycznych kontaktów.
Było to podłe kłamstwo. Nicole nigdy nie miała romansu z
prawdziwego zdarzenia. Jak dotąd, żaden mężczyzna nie
rozbudził w niej głębszej namiętności. Nie chciała jednak, aby
Dirk o tym wiedział. Być może powie mu o tym pózniej.
- Rozumiem - odezwał się. - A jakie są twoje uczucia do
mnie?
Mówił poważnie, w jego głosie nie było cienia nonszalancji.
Powstrzymała się jednak od odpowiedzi. Najwyrazniej
sugerował, że zapraszając go, by usiadł przy niej na tapczanie, w
rzeczywistości jakby chciała rzucić się w jego ramiona. Takie
postawienie sprawy wcale jej się nie podobało. Przywykła
bowiem do tego, że to raczej o jej względy zabiegano.
Nicole nie mogła odpowiedzieć na tak postawione pytanie,
więc nie odezwała się.
- Nicole, jesteśmy teraz w warunkach nietypowych. Nie
możemy przewidzieć, jakie będą nasze reakcje w realnym
świecie. A w zasadzie, w dwóch różnych światach. Obracamy
się przecież w całkowicie odmiennych sferach.
Mówił rozsądnie i przekonywająco, ale w jego głosie
wyczuwało się zle ukrywane napięcie.
- Wiem o tym wszystkim - odezwała się cicho.
- Chcę ci po prostu wyznać - mówił dalej, tym samym tonem -
że cholernie mi się podobasz. - Zawahał się i wzruszył
ramionami. - W rzeczywistości, gdyby było inaczej, mógłbym
nawet sądzić, że jestem w tobie prawie zakochany...
Nicole wstrzymała oddech. Wiedziała, że zaraz wypowie
jakieś ale". Nie miało to jednak znaczenia. I tak posunął się już
dalej, niż mogłaby zamarzyć.
Milczał jednak uparcie, więc nie mogła się powstrzymać,
żeby nie trącić go delikatnie łokciem.
- Co gdyby było inaczej? - zapytała. - Czy jesteś z kimś
zwiÄ…zany?
RS
56
- Nie - odpowiedział stanowczo. Odwrócił się i spojrzał jej
prosto w oczy. - Ja nie. Ale ty tak.
- Ja? Ależ skąd!
- A ten facet, którego masz poślubić pod naciskiem ojca?
- Wiktor? Już ci mówiłam, że nie mam najmniejszego zamiaru
go poślubić. Nawet nigdy o tym nie myślałam. To był wyłącznie
pomysł ojca - zaśmiała się nerwowo. - Przecież zgubiłam się w
zamieci, uciekając właśnie przed moim ojcem i Wiktorem.
Nagle poczuła, że ma już dość rozmowy. Nie było właściwie
nic więcej do powiedzenia. Jeżeli Dirk miał takie opory przed
zbliżeniem się do niej, to nie wiedziała, w jaki sposób mogłaby
go przekonać. Nigdy nie narzucała się mężczyznom i również
teraz nie miała takiego zamiaru.
- W porządku, Dirk - powiedziała posępnie - wiem, o co ci
chodzi. Pewnie masz rację. - Zdobyła się na uśmiech. - Dzięki
za wybawienie mnie z koszmaru. Czuję się już dobrze.
- Na pewno? Skinęła głową.
- Z całą pewnością.
Dirk przyjrzał się jej badawczo, po czym wstał z kanapy.
Nicole przyłożyła głowę do poduszki i przykryła kocem
ramiona. Po chwili usłyszała, jak Dirk dokłada do ognia, a
potem jego ciche, wolne kroki do sąsiedniego łóżka. Jeszcze raz
odwrócił się od niej! Miała ochotę krzyczeć z bezsilności i
rozczarowania. Leżała jednak tylko nieruchomo, mając oczy
mocno zaciśnięte i zgrzytając zębami.
Była bezradna. Nie widziała już możliwości skłonienia tego
mężczyzny, aby poszedł za głosem pożądania, które obydwoje
czuli.
[ Pobierz całość w formacie PDF ]