[ Pobierz całość w formacie PDF ]
na krześle pod ścianą. Chyba drzemał, bo nie zareagował nawet, kiedy przed nim
stanÄ…Å‚em.
Więc odchrząknąłem i powiedziałem:
Cześć. Przepraszam, że przeszkadzam.
Otworzył jedno oko.
No?
Wiesz, kto to jest Kelly? spytałem.
Eee?
Kelly. Wiesz, ten co zablokował. . .
Wiem. Co z nim?
PracujÄ™ dla niego.
Co?
Właśnie skończyłeś z hazardem. Koniec gry. Lokal zamknięty, goście wy-
chodzÄ….
Pomieszczenie nie było duże, a ja nie starałem się mówić cicho, toteż wszyst-
kie gry ustały jak nożem uciął, a wszystkie oczy zwróciły się ku mnie. Właściciel,
podobnie jak poprzednio alfons, widząc kolory mojego stroju i Loiosha, doszedł
do słusznego wniosku, tyle że jego ten wniosek zaskoczył.
Posłuchaj, nie wiem, kim jesteś ani o co tu chodzi. . .
Przerwałem mu metodą zapożyczoną od Gwardii trzepnąłem go w ucho
rękojeścią sztyletu, po czym odwróciłem broń w palcach ostrzem ku niemu i spy-
tałem:
To ci wyjaśniło sytuację?
Za plecami usłyszałem ruch.
KÅ‚opoty, Loiosh?
Nie, szefie. Goście wychodzą.
Doskonale.
Kiedy zostaliśmy sami, obiecałem:
142
Sprawdzę tę budę za parę dni. Jeśli zobaczę tu jakąś grę hazardową, dobiorę
ci siÄ™ do dupy. Teraz wynoÅ› siÄ™.
Poszło mu nader sprawnie.
Ja wyszedłem znacznie wolniej bardzo z siebie zadowolony.
* * *
Nim skończyłem, zrobił się wieczór. Sterroryzowałem trzech alfonsów, dwa
salony gry, lichwiarza i pasera. Pracowity dzień.
Wróciłem do biura, by porozmawiać z Kragarem nad wprowadzeniem w życie
drugiej części planu.
* * *
Kragar doszedł do wniosku, że zwariowałem.
Zwariowałeś, Vlad.
Prawdopodobnie.
Wszyscy ciÄ™ zostawiÄ….
Nie, jeśli będę im płacił.
A skÄ…d wezmiesz pieniÄ…dze?
Zapomniałeś, że jestem bogaty?
Na jak długo?
Na kilka tygodni wystarczy, a wszystko rozstrzygnie się w tydzień.
W jeden tydzień?
W jeden. Spędziłem dziś pracowity dzień, napuszczając Hertha na Kel-
ly ego. . . wyjaśniłem mu szczegółowo przebieg dnia. Zajmie im z dzień,
góra dwa dojście do tego, kto to zrobił. Wtedy Herth będzie próbował zabrać się
do mnie wszędzie, gdzie się da, a Kelly. . .
No?
Poczekaj, sam zobaczysz.
Spojrzał na mnie nieżyczliwie i westchnął zrezygnowany.
No dobrze, chcesz, żeby od jutra zamknięte były wszystkie lokale, burdele
i inne interesy na całym terenie, a wszyscy właściciele mają przez tydzień nie
wychodzić z domów, tak? podsumował. Mówisz, że cię na to stać, dobra.
Ale tej drugiej części we Wschodniej Dzielnicy nie rozumiem.
143
A co tu jest do rozumienia? Będziemy robić to, co dziś zacząłem, tylko na
większa skalę.
Ale podpalenia? Wybuchy? To nie sposób by. . .
Mamy speców od takich spraw, pamiętasz? Wyszkolił nas Laris.
Pamiętam, ale Imperium. . .
Właśnie.
Nie rozumiem. Już ci to, zdaje się, mówiłem.
Nie musisz. Masz się zająć wykonaniem.
Aha. Dobra, Vlad: twój cyrk, twoje małpy. A co z naszymi lokalami? Choć-
by z biurem?
Najmij Kurwi Patrol, niech założą pełną ochronę magiczną łącznie z blo-
kadami teleportacyjnymi. Wszystko co się da. Stać. . .
. . . cię na to. Wiem. I nadal uważam, że zwariowałeś.
Herth też tak będzie uważał. Tylko że on będzie próbował sobie z tym
poradzić.
Skupi się na tym, żeby cię dorwać. O to ci chodzi?
Też.
Westchnął jeszcze ciężej, pokiwał głową i wyszedł.
A ja rozsiadłem się wygodniej, położyłem nogi na biurku i systematycznie
sprawdziłem, czy o czymś nie zapomniałem.
* * *
Cawti była w domu, kiedy wróciłem. Przywitaliśmy się i pogawędziliśmy
o bzdurach w stylu: jak komu minął dzień . Usiedliśmy sobie w salonie, jak-
by nic się nie zmieniło, ale tak, że dzieliło nas około stopy.
Wstałem pierwszy, przeciągnąłem się i stwierdziłem, że idę spać.
%7łyczyła mi dobrej nocy.
Zasugerowałem, że jej też pewnie przydałoby się trochę snu.
[ Pobierz całość w formacie PDF ]